Close
Nauka zgody

Nauka zgody

A co Twoi znajomi myślą na ten temat? Udostępnij u siebie
Share on Facebook
Facebook
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

W jaki sposób uczymy dzieci, że ich „nie” jest ważne i że w dorosłym życiu będą mogły decydować o swoim seksie, o swoim ciele, o swoich potrzebach erotycznych?

Zakładam, że co jakiś czas słyszycie, że „nie znaczy nie” albo że „zawsze i w każdym momencie życia możesz powiedzieć nie bez względu na okoliczności i bez konieczności tłumaczenia się nikomu”. Ba! Być może jako dzieci mogliście słyszeć te wszystkie „Pamiętaj, że nikt poza rodzicami i ewentualnie lekarzem nie może dotykać Twojego ciała”. „Tylko rodzice i lekarz podczas badania mogą dotykać Twoich miejsc intymnych”. Albo może sami tak mówicie swoim dzieciom, siostrom, bratankom?

Deklaracja a działanie

Dziecko bardzo wcześnie uczy się, że jego ciało jest jego, należy do niego i nikogo innego. Chyba że przekonamy je, że to my albo inni dorośli o nim decydujemy. Że to my albo inni dorośli decydujemy o jego potrzebach.

Pozostawiając edukację na temat granic w seksualności hasłom w stylu „Tylko mama może dotykać Cię w miejsca intymne” nie podejmujemy tak naprawdę żadnej edukacji. Przekonanie o tym, że moje ciało należy do mnie ma swój początek w bardzo wielu aspektach codziennego życia. Decydowanie o sobie w kwestii tego, co zjem na śniadanie i decydowanie o tym, z kim chce iść do łóżka nie jest czymś zupełnie innym. Co to znaczy?

To znaczy, że uczymy się o tym, co nam wolno, a czego nie, o tym, jak świat przyjmuje naszą niezgodę bardzo, bardzo wcześnie w życiu. Samo mówienie „Tylko mama może dotykać Cię w miejsca intymne” jest deklaracją. Ważną. Ale same deklaracje czy tego rodzaju miniwykłady nie przekładają się automatycznie na umiejętność stawiania granic.

Bo jeśli ta sama mama jednocześnie mówi „No ucałuj ciocię, bo będzie jej przykro” to w działaniu pokazuje, że sprzeciw dziecka nie ma znaczenia. Że owszem może powiedzieć „nie”, ale to niczego nie zmieni, bo dorosły uważa, że teraz nie ma miejsca na „nie” i trzeba ucałować ciocię.

Przykłady

Znacie to? Takich przykładów z życia wziętych jest cała masa.

  1. „Co chcesz na obiad? Frytki? Nie, frytek nie dostaniesz, dostaniesz ziemniaki.” Jeśli nie jesteśmy gotowi na decyzję dziecka w kwestii tego, co dziecko chce zjeść, dajmy mu ograniczony wybór („Chcesz ziemniaki czy ryż?”) albo nie dawajmy go w ogóle, jeśli akurat nie ma na niego miejsca.

I czym innym jest Wasza dyskusja o wyborze liceum i spieranie się na argumenty, czy takie jest lepsze, czy owakie. A czym innym pytanie, czego dziecko chce i nie przyjmowanie jego odpowiedzi. Podczas kiedy to bardzo ważne doświadczenie – dziecko potrzebuje zbudować takie przekonanie, że jego głos jest ważny i słyszany. Bez względu na treść komunikatu czy kontekst wypowiedzi.

  1. „Nie płacz, nie jesteś beksą.” „Nie histeryzuj!” Unieważnianie uczuć pokazuje dziecku, że to, co czuje jest nieadekwatne. Czujecie czasem wstyd, że nic Wam się nie chce? Albo strofujecie siebie i się na siebie wkurzacie, że zamiast coś zrobić złościcie się albo płaczecie? No to może być przykład na to, że nie pozwalacie sobie czuć to, co czujecie. Że wartościujecie, które uczucia są ważne, a które trzeba anulować. Jasne, płacz czy smutek bywają niewygodne, ale uczucia mijają i można pozwalać im wybrzmieć bez szkody dla własnego zdrowia.

Maskowanie uczuć może natomiast utrudnić Wam spostrzeżenie tego, co Was uwiera w sytuacji intymnej. I zamiast powiedzieć „Nie, tego nie chcę” wybierzecie przemilczenie, bo przecież nie jesteście beksą, co nie? A już na pewno nie histeryzujecie…

Dyktowanie zachowania

  1. „Uśmiechnij się do pana.” Chcecie być przyjaźni dla sąsiada, bo sąsiad się uśmiecha i zagaduje do Waszego dziecka. To miłe z jego strony! Ale to nie znaczy, że Wasze dziecko musi to odwzajemniać. Zamiast zmuszać je i strofować sami zareagujecie na przywitanie pana spod siódemki. Po prostu. Dziecko zobaczy Waszą interakcję, Wasz być może uśmiech, poczuje atmosferę i najpewniej za którymś kolejnym razem będzie gotowe na to, żeby dołączyć do sąsiedzkich pogawędek.

Presja pt. „Sąsiad pomyśli, że wychowuje dziecko na gbura” jest bardzo silna. Mnie się też często włącza. Ale jest różnica pomiędzy demolowaniem koszy na śmieci pod blokiem i pluciem na sąsiadów przez Wasze hipotetyczne nastoletnie dzieci a trzylatkiem nie mającym ochotę na pogawędki. Bo może nie mieć ochoty z zupełnie różnych niewypowiedzianych powodów, o których najpewniej nigdy się nie dowiecie. I to jest okej. Ma prawo decydować o sobie. Dopiero uczy się funkcjonowania w społeczeństwie. Taka bezpieczna nauka odbywa się głównie przez obserwację, nie zmuszanie. 

  1. „Nie tak! Źle to robisz! Tej zabawki używa się w ten sposób.” Każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Można próbować przyspieszać ten rozwój na dwa sposoby – obserwując zainteresowania i podrzucać wspierające je pomoce. Albo narzucać własny sposób myślenia o rzeczywistości. Wasza półtoraroczna córeczka wsypuje suchy piasek do foremki i robi babę? No z suchego nie wyjdzie wiadomo, więc co i rusz powtarzamy „Nie, nie tak, weź mokry”. Trzylatka wspina się na drabinkę i co chwilę przystaje, bo próbuje ogarnąć co dalej? Podsuwamy rękę, pokazujemy co ma chwytać i gdzie postawić nogę zamiast pozwolić na budowanie zaufania do swojego ciała.

Ten drugi sposób uczy dziecko, że tylko dorosły zna jeden sprawdzony sposób działania rzeczywistości. Trudno wtedy badać tę rzeczywistość, bo buduje się w sobie takie przekonanie, że istnieje jeden jedyny sposób funkcjonowania świata. A na bazie tego przekonania można w dorosłym życiu z kolei uwierzyć w to, że to druga osoba wie co robi. To ona decyduje w łóżku i jeśli ja czuję ból albo czegoś nie chcę, to nic nie powiem, bo przecież ona wie lepiej. Mnie się tylko wydaje…

Przymus i brak możliwością cofnięcia zdania

  1. „Masz zjeść to do końca. Nie odejdziesz od stołu dopóki nie zjesz wszystkiego.” Niechęć dzieci do jedzenia potrafi spędzać sen z powiek rodziców. To zrozumiałe. W końcu to z jedzenia dziecko czerpie substancje potrzebne do zdrowego rozwoju. Trzeba uważać jednak, żeby zachęcanie do jedzenia nie przerodziło się w zmuszanie do jedzenia. Inaczej – znowu – dziecko może przyswoić takie przekonanie, że nie ma znaczenia jego sprzeciw czy brak ochoty. 

Warto więc szukać konstruktywnych sposobów na poradzenie sobie z tą sytuację. I warto też wiedzieć, że większość dzieci do ok. 6 rż. przechodzi etap niechęci do jedzenia, a w szczególności do próbowania nowych rzeczy. To frustrujący czas dla rodzica, bo wymaga pomysłowości. Ale nie jest tak, że tylko zmuszanie, czyli przekraczanie granic dziecka zapewni mu zdrowy bilans kaloryczny czy odpowiednie witaminy.

  1. „Powiedziałeś, że zjesz jajecznicę, więc teraz musisz zjeść jajecznicę. Musisz się nauczyć konsekwencji i brać odpowiedzialność za swoje słowa.” Nauka przewidywania konsekwencji to długi proces. Jeszcze nastolatki nie są biegłe w tej umiejętności. Nie oznacza to oczywiście, że nie można z nimi o tym rozmawiać. Ale nie oznacza też, że rzeczywiście w imię ilustrowania, jak to działa nie możemy pozwolić dziecku cofnąć słowa. Każdy z nas może rozmyślić się i nie chcieć jednak jajecznicy, na którą miał ochotę jeszcze dziesięć minut temu.

Dokładnie tak samo jak każdy z nas może rozmyślić się i nie chcieć kontynuować seksu, na który miało się ochotę jeszcze dziesięć minut temu. I utrwalanie się tej wiedzy, że wolno nam to zrobić zaczyna się w okresie dzieciństwa. Nie wchodzi do głowy dopiero w momencie, gdy jesteśmy gotowi na rozpoczęcie życia erotycznego. To umiejętność, w której warto pozwalać się dziecku ćwiczyć.

Wyjątki

I oczywiście! Jeśli dziecko coś chce, dajecie mu to, a ono zmienia zdanie i tak trzysta razy z rzędu, to macie prawo się wkurzyć. Ale co innego wkurzyć się i powiedzieć „Wkurza mnie, jak tak się nie możesz zdecydować, bo w końcu naprawdę nie wiem, co mam robić i czego chcesz. Potrzebuję ochłonąć. Na ten moment nie mam siły szykować Ci kolejnych rzeczy i nie chcę tego robić.” A co innego powiedzieć „Mówisz, że chcesz jajecznicę, to teraz musisz ją zjeść, nie ma dyskusji!”

Tak samo, jeśli dziecko zwraca się do Was z prośbą o pomoc, to warto pomóc! Nie chodzi o to, że nie pomagać! Chodzi o to, żeby podążać za dzieckiem i wkraczać wtedy, gdy nasze wsparcie i pomoc będą realnie potrzebne. W przeciwnym razie może się okazać, że utrudniamy eksplorowanie, poznawanie własnych granic, lęków, potrzeb.

Albo jeśli zdarzy Wam się raz na jakiś czas pośpieszyć, cofnąć opcję wyboru, zdecydować za dziecko, zmusić do uprzejmości, to nic złego się nie stanie. Kłopotem może być jednak sytuacja, w której takie zachowanie będzie naszym jedynym sposobem przebywania z dzieckiem. Koniec końców pokażemy mu bowiem, że nie ma znaczenia, co ono myśli, czuje, jak się odnajduje, czy potrzebuje czasu, czego chce itd., bo to ktoś inny (czyt. w tym przypadku rodzic, dorosły) wie to najlepiej.

Nauka granic w seksie to nauka, która nie ma nic wspólnego z seksem

Umiejętność stawiania granic w seksie to umiejętność, która nie dotyczy tylko seksu. Ma swój początek dużo, dużo wcześniej i w dużej mierze to, jacy/ jakie jesteśmy poza seksem decyduje o tym, czy jesteśmy w stanie decydować w nim o sobie. O swoich granicach, o swoich potrzebach.

Jeśli zdarzy Wam się albo zdarzyło raz na jakiś czas takie podjęcie decyzji za dziecko to nie jest oczywiście koniec świata. To nie oznacza, że już po wszystkim. Należy mieć świadomość jednak, że chęć samostanowienie dziecka o sobie nie jest wyrazem bycia niegrzecznym, nie jest chęcią bycia złośliwym, nie jest potrzebą manipulowania. Jest wyrazem badania własnych możliwości. Próbą stawiania granic i uczenia się, jak inni na te granice reagują.

Oczywiście, że trzylatek będzie miał absurdalne pomysły i jego chęć samostanowienia o sobie będzie również dotyczyć tego, że chce jeść czekoladę na śniadanie. Rolą dorosłego nie jest zgadzanie się na wszystko w imię wspierania budowania umiejętności decydowania o sobie. Ale jest jego rolą zauważanie i odpowiednie reagowanie na rozwój dziecka. 

Dziecko potrzebuje też granic stawianych przez dorosłych

I oczywiście tak, że jeśli jesteście na placu zabaw cztery godziny i wiesz, że musicie coś zjeść, bo po pierwsze sam/a jesteś głodny/a, a po drugie dziecko też musi jeść, to nie możesz nic zrobić, bo w imię szanowania wyborów dziecka musicie tam siedzieć tak długo aż dziecko powie, że chce wracać. Zupełnie tak nie jest!

Są takie rzeczy i takie momenty, o których i w których to Wy decydujecie. Bez względu na to, czy dziecko się na to zgadza. I okej, nie trzeba tego robić w autorytarny sposób. Nie trzeba krzyczeć czy manipulować dzieckiem. Można po prostu nazwać to, co się dzieje z dzieckiem i wciąż stać przy swoim. „Widzę, że Ci się to nie podoba, jesteś zły, bo nie chcesz wracać do domu. Ale ja chcę dbać o nasze zdrowie, dlatego teraz wracamy do domu coś zjeść. Wyjdziemy potem, jeśli będzie jeszcze na to czas albo pomyślimy co innego możemy zrobić, żeby dobrze się bawić”. To oczywiście przykład. W Waszym wydaniu może on wyglądać nieco inaczej.

Decyzyjny dorosły

Dziecko potrzebuje rodzica, który decyduje w ważnych kwestiach. Jeśli chodzi o godzinę jedzenia, może wybrać samo. Ale jeśli chodzi o to, że w ogóle mamy jeść w miarę zdrowo, to jest to decyzja rodzica. Ubranie czy środek komunikacji – z tym poradzi sobie nawet trzylatek. Ale to, że trzeba chodzić do szkoły albo no właśnie jeść to decyzje, które należą do dorosłego. I dziecko potrzebuje też tego decydującego rodzica, żeby mieć bezpieczną bazę. Żeby mieć fundament w postaci tego, że jest ktoś, ktoś starszy, kto o nie dba. To jest bardzo ważny element. Dziecko nie może decydować samo o wszystkim. To bardzo niekorzystnie wpływa na jego rozwój.

No i czym starsze dziecko, tym większa autonomia w podejmowaniu decyzji i takie obszary w jego życiu, gdzie może decydować wyłącznie samo. Znajdujecie te obszary i zgadzajcie się na nie, nawet jeżeli to kosztuje Was nerwy, bo chcielibyście inaczej.

PS. Miejsca intymne

Przy okazji, nazwa „miejsca intymne” jest bardzo szeroka, a przez to bardzo niejasna. Co to są miejsca intymne? Czy biodro jest miejscem intymnym? Czy ktoś może łapać mnie za biodro? A dół brzucha? Pępek? Miejcie to zawsze na uwadze podejmując decyzję, jakiego języka chcecie używać.

Bezpieczne dziecko to takie, które ma wiedzę. Wiedza o budowie ciała nie jest wiedzą szkodliwą. Nie przyczynia się do seksualizacji i nie powoduje „przedwczesnych” inicjacji seksualnych. Przyczynia się natomiast do budowania zdrowych i trwałych granic, do zdrowego i pozytywnego myślenia o sobie. A w dorosłym życiu może pomagać w szukaniu przyjemności podczas seksu. Znajomość ciała i jego reakcji to przecież ważna część udanego seksu. 

A może kawka? Jeśli chcesz dać mi znać, że moja praca ma sens, kliknij w zdjęcie poniżej.

Zdjęcie do artykułu: Ben White na Unsplash.

5 thoughts on “Nauka zgody

  1. Bardzo dziękuję Ci za ten wpis!
    Pamiętam z mojego dzieciństwa zarówno “nie wstaniesz od stołu póki nie zjesz”, “uśmiechnij się do cioci” jak i poczucie, że wszystkie decyzje życiowe rodzice zostawiają mi, że wszystko muszę wykmnić sama. I nie jestem z toksycznej, patologicznej rodziny, byłam bardzo kochanym dzieckiem i przez wiele wiele lat byłam przekonana, że nie było w moim domu żadnych “nieprawidłowości”. Dopiero terapia pomogła mi zrozumieć czym w ogóle są granice. Pierwsze kilka sesji w ogóle nie rozumiałam o co chodzi z tymi granicami…serio.
    To ogromnie ważne co piszesz i moim marzeniem jest aby każdy rodzic przeczytał ten post !

  2. Każdy z przytoczonych tutaj przykładów znam z autopsji. Nie jako jednorazową sytuację, a standardowe działanie mojej mamy. Wg niej nadal, mimo wieku (jestem po trzydziestce), mimo sukcesów, jestem tylko nieporadnym dzieckiem, które cudem nie umarło jeszcze z głodu. Kiedy gdzieś wyjeżdżam mówi mi, żebym nie wychodziła sama z hotelu. Mam za sobą lata terapii, próbę samobójczą, ciężką depresję z elementami lęku społecznego i nerwicy. Przez lata mozolnie uczyłam się doceniać siebie, własne umiejętności i prawa. Wciąż muszę przekonywać sama siebie, że mam prawo się sprzeciwić kiedy ktoś wyrządza mi krzywdę. Że mam prawo mieć własne zdanie. Że nie jestem gorsza czy głupsza od każdej innej osoby. Daję sobie z tym radę całkiem nieźle, ale coś, co dla innych może być oczywiste, dla mnie wciąż jest odkryciem. Oczywiście na moje problemy złożyły się też inne czynniki, ale tego typu wychowanie zrobiło mi ogromną krzywdę. Proszę, nie róbcie tego swoim dzieciom. Dziękuję za ten artykuł.

    1. U mnie dokładnie to samo. Chyba pokolenie naszych rodziców +też jestem trzydziestolatką) oblało wszelkie egzaminy z wychowania i emocji małych dzieci… Trzymaj się!

  3. Bardzo wartościowy tekst. Są widzę, jak moi rodzice dali ciała w tym temacie, walczę od lat z borderlinem i depresja, bo albo byłam trzymana jak na smyczy, bo przecież głupie dziecko (nadal tak mnie traktuje moja matka, choć mam 34 lata), albo milczenie, brak wsparcia i pozostawienie samej sobie w najważniejszych punktach zwrotnych i decyzjach. Jako mama 6 latki staram się jak mogę nie popełniać błędów z przeszlosci, choć czasem jestem słaba i emocje biorą górę – wtedy palnę coś jak z automatu, zachowuję się jak w przykładach… Świetnie pokazane jak codzienne wychowanie wpływa na wszelkie aspekty życia, w tym na życie seksualne. Wielkie dzięki!

  4. Ach cóż za wspaniały tekst, dziękuję. Obecnie córka ma 3 lata więc temat u nas na czasie. Przyznaję, popełniam błędy, powiem czasem coś w takim stylu jaki Ty podałaś za przykład ale jestem tego świadoma i walczę z tym 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published.