Close
Instynkt macierzyński nie istnieje

Instynkt macierzyński nie istnieje

A co Twoi znajomi myślą na ten temat? Udostępnij u siebie
Share on Facebook
Facebook
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

Instynkt macierzyński to hasło, które pojawia się co jakiś czas w rozmowach na temat rodzicielstwa czy nawet bardziej szczegółowo – na temat bycia matką. W psychologii instynkt rozumie się jako wrodzoną zdolność do zachowywania się w pewien określony sposób, dzięki czemu możliwe jest przetrwanie gatunku. W kontekście macierzyństwa miałaby to być wrodzona, niewymagająca nauki zdolność do sprawowania opieki nad dzieckiem tak, aby zachować je przy życiu.

Brzmi fajnie, co?

„Czemu ono płacze? Czego chce?”

Taka iluzja, że kobiety miałyby mieć jakąś część mózgu odpowiedzialną w całości za to, żeby zajmować się dzieckiem jest bardzo miłą iluzją. Pomaga porządkować świat. Jeśli ktoś mówi, że kobiety tak mają, a mężczyźni z kolei z racji swoich tajemniczych specyficznych części mózgu są w stanie dbać o rodzinę i zapewniać jej przetrwanie, świat staje się bardzo bezpieczny i przewidywalny. Nawet chyba sama byłabym skłonna zamieszkać w takim świecie. Zakładam, że w takim porządku i dzięki tym wrodzonym możliwościom kobieta i mężczyzna zachowywaliby się we właściwy, bezpieczny, zdrowy sposób w stosunku do siebie nawzajem i do dzieci. Umieliby regulować emocje, być autentycznie empatyczni i jeszcze potrafiliby komunikować się w bezpieczny dla wszystkich sposób?

Nie ale tak nie jest. I nigdy nie było.

Nie rodzimy się z wrodzoną wiedzą na temat tego, jak to jest zajmować się małym człowiekiem. Zresztą to zdaje się dobrze, bo gdyby tak było, nie istniałyby własne decyzje. Dlatego jeśli zdarzyło Ci się myśleć, że nie masz pojęcia, czego potrzebuje Twój noworodek czy niemowlę, to zupełnie normalne. To nie dlatego, że jesteś wybrakowana i czegoś Ci zabrakło. Po prostu dokładnie tak jak każdy – musiałaś się tego nauczyć.

Karmienie piersią

Niektórzy twierdzą, że karmienie piersią jest takim przykładem umiejętności, która jest wrodzona. I że jeśli ktoś ma z tym kłopot, to znaczy, że nie słucha siebie i swojego ciała, i jest to dowód na to, jak bardzo „odeszliśmy od natury”.

Od natury w jakimś sensie odeszliśmy, to oczywiste. Ma to zresztą swoje plusy i minusy. Natomiast nie jest tak, że pozostając bliżej niej niepotrzebna by nam była pomoc laktacyjna. Noworodek przychodzi na świat z kilkoma odruchami, które ułatwiają mu przetrwanie. Jeden z tych odruchów, to odruch ssania. Ten odruch sam w sobie nie gwarantuje jednak, że przyssie się dobrze do piersi, a matka rzeczywiście będzie tak samo odruchowo wiedziała, w jaki sposób dziecko powinno być przyssane.

I okazuje się, że nie tylko ludzkie matki nie wiedzą tego instynktownie. Samice naczelnych również potrzebują się nauczyć, w jaki sposób karmić piersią i robią to poprzez obserwacje innych karmiących.

„Urodzisz i od razu pokochasz, zobaczysz”

Bardzo szkodliwym mitem jest sugerowanie osobom spodziewającym się dziecka, że miłość po porodzie pojawia się od razu. Sama i nie wiadomo skąd. Po prostu jest. To nie zawsze jest prawda. I na pewno nie jest to prawda dla każdego.

I nie ma znaczenia, czy dziecko jest wyczekane, czy nie. Czy w domu są różnego rodzaju zasoby – w tym i finansowe, i emocjonalne, czy nie. Pokochanie dziecka to często proces, który może zajmować jakiś czas. A zdarza się też, że nie pojawia się wcale. I nie mówię tutaj o przemocy względem dziecka z powodu braku miłości. Przemoc mogą stosować również rodzice, którzy kochają swoje dzieci. Mówię bardziej o takim stanie, w którym rodzic mówi, że „jest dziecko, jest opieka nad nim, spędzanie razem czasu, czułość, ale czy to miłość? Nie wiem.”

Miłość jest w naszej kulturze bardzo romantyzowanym zasobem i bardzo często zupełnie błędnie rozumiana. To nie jest stan uniesienia, który trwa w nieskończoność, a jeśli się kończy, to znaczy, że mija. To codzienny wysiłek wkładany np. w obecność, opiekę, zaangażowanie, zainteresowanie przeplatany skokami uniesienia wynikającymi z najróżniejszych powodów.

Zalewająca Cię oksytocyna i ściskający Ci serce widok ukochanego dziecka jest zupełnie normalny i w dodatku przyjemny. Ale nie nastawiaj się, że będzie obecny zawsze albo że w ogóle się pojawi. To nie znaczy, że kochasz mniej. To znaczy, że kochasz. Albo uczysz się kochać. Po prostu. Choć w filmach i reklamach wszystko jest bardziej i mocniej.

Ojciec – rodzic drugiej kategorii?

Sugerowanie, że instynkt macierzyński istnieje po raz kolejny wmawia nam coś jeszcze. Mianowicie że ojciec czy ogólniej – drugi opiekun dziecka jest kimś, kto gorzej radzi sobie z opieką nad dzieckiem. Ba! Nie tylko opieka byłaby tu problematyczna, ale w ogóle kwestia możliwości zaangażowania uczuciowego wobec dziecka. To oczywiście nieprawda. Każda osoba zajmująca się dzieckiem jest w stanie tak samo dobrze (i tak samo źle) zajmować się potomstwem. To nie wrodzone mechanizmy o tym decydują, a nabyte umiejętności, własne schematy i sposoby nawiązywania więzi.

Porzucenie dziecka czy niezajmowanie się potomstwem nie wynika z płciowych predyspozycji, a raczej z narzucanych przez społeczeństwo ról. To kobiety są negatywnie oceniane za manifestowanie wszelkiej możliwej trudności związanej z wychowaniem dziecka. To od nich oczekuje się, że powinny wiedzieć, powinny zawsze być. „Co z niej za matka! Jeśli nie umie się zająć dzieckiem.” Matka to nie jest jakaś maszyna z wgranym odpowiednim programem do zajmowania się dzieckiem. To zwykły człowiek – taki sam jak każdy inny – który ma swoje zasoby, emocje, cierpienie, przeszłość, pragnienia. Całą tonę różnego rodzaju cech i sposobności do tego, by pełnić różne role. W tym taką, w której zajmuje się dzieckiem. Ale nie dlatego, że wie. Ona to dziecko być może urodziła. Ale sam fakt urodzenia dziecka nie czyni z niej nowego, wszechwiedzącego człowieka. Sprawia, że rozpoczyna się dla niej czas, kiedy podejmuje się nowego zadania. Poszukuje wiedzy, zdobywa umiejętności, korzysta z tego, co wie od innych.

Ale nie ma tego wszystkiego dlatego, że jest kobietą i ma dziecko. Jej organizm wytwarza hormony, które mogą pomagać zajmować się dzieckiem. Np. oksytocynę, która pomaga budować przywiązanie. Ale dokładnie ten sam hormon pojawia się u ojca czy drugiego rodzica zajmującego się dzieckiem.

Tworzenie więzi

To, do czego każdy z nas jest stworzony i do czego dąży to więź z drugim człowiekiem. Potrzebujemy więzi, żeby przetrwać, potrzebujemy więzi, żeby żyć, potrzebujemy więzi, żeby zmniejszać cierpienie. Przy czym, co ważne, nie chodzi o to, że więź sama w sobie jest czymś zawsze dobrym, zdrowym i bezpiecznym. W relacji z przemocowym rodzicem nawiążemy więź, która pomoże nam przetrwać. Jednak w dorosłym życiu będzie nam utrudniać stosowanie bezpiecznych czy kojących wzorców zachowań. Co może utrudniać autentyczne bycie blisko siebie i blisko z innymi.

Nie jest to wyrok, ponieważ nad więzią można pracować i można zmieniać swoje sposoby reagowania i bycia z innymi.

Dlatego zamiast skupiać się na łaski i niełaski nieistniejącego instynktu, warto – jak zawsze – wspierać i dzieci, i dorosłych. Wspierać ich w tym, co pomaga kształtować zdrowe relacje z innymi ludźmi.

A może kawka? Jeśli chcesz dać mi znać, że moja praca ma sens, kliknij w zdjęcie poniżej.

Zdjęcie do artykułu: Mehmet Turgut Kirkgoz na Unsplash

9 thoughts on “Instynkt macierzyński nie istnieje

  1. Lewacy najpierw mówią “Boga nie ma” jest ewolucja, prawa natury itd. a potem nawet z tych praw robią sobie jaja.
    Wypaczyć wszystkie wartości, wprowadzić totalny nihilizm i relatywizm to ich plan.

  2. Jakieś dowody na poparcie tej tezy? Badania? Testy? Jakieś analizy? Jakieś źródła? czy zwykle pieprzenie?

  3. Tak, instynkt macierzyński nie istnieje, ale pierdyliard płci i orientacji to już tak…..
    Skończ jakąś szkołę, zarób na życie normalną pracą, stwórz trwały związek, wychowaj dzieci i wtedy się wypowiadaj. Nie mieszaj młodym w głowach…

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Chodź na słówko...

... i zadbaj o swoją kulturę seksualną!