Close
Grać orgazm czy mieć orgazm?

Grać orgazm czy mieć orgazm?

A co Twoi znajomi myślą na ten temat? Udostępnij u siebie
Share on Facebook
Facebook
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

Powiedzmy sobie prawdę. To, jak wygląda nasz seks i to, czy przeżywamy w nim orgazm nie do końca ma związek z zaangażowaniem czy miłością naszego partnera/ partnerki. Innymi słowy, mamy taki seks (mówię o seksie, na który wszyscy zainteresowani wyrazili zgodę), na jaki sobie pozwolimy.

Bo ludzie udają, że szczytują. Statystyki są bezlitosne, a i historie pojedynczych osób pokazują, że symulowanie orgazmu to fakt. I dotyczy to wszystkich płci. Można się zastanawiać, czemu tak się dzieje. Można zasmucać, że ktokolwiek w ogóle potrzebuje to robić. A można spróbować zastanowić się, jak o tym rozmawiać i w jaki sposób przestać udawać.

Przyjemne czy pożyteczne?

Mnie się zdarzało czasem udawać, że dochodzę. Najczęściej dlatego, że nie umiałam powiedzieć „Ej, dzisiaj nic z tego”. Tak zwyczajnie. Wydawało mi się, że z jednej strony zranię czyjeś uczucia. A z drugiej, że coś jest ze mną nie tak. No bo przecież jak to, jest fajnie, przyjemnie, a tu nic z tego? Stresowało mnie, że długo to wszystko trwa i że nie potrafię skończyć. Zamiast cieszyć się tym, co przyjemne zdarzało mi się myśleć o orgazmie jak o obowiązku. Byłam wtedy młoda i seks wydawał mi się czymś, o czym się nie rozmawia, a jeśli już to bardziej w kategoriach czegoś złego, szkodliwego.

Być może Wam też się zdarza udawać i macie ku temu dobre powody. Trzeba pamiętać, że kłopot z orgazmem może wynikać nie z technik, jakie stosujecie podczas seksu, tylko mieć źródło w głębszych i trudniejszych kwestiach. Trauma, negatywne doświadczenia, zaburzony obraz własnego ciała to kilka przykładów takich powodów. Dlatego nie chcę Was przekonywać, że „ej, nie róbcie tego, bo marnujecie sobie życie”. Wychodzę z założenia, że każdy sam decyduje o sobie i swojej seksualności. Jeśli jednak szukacie sposobu na to, jak przestać udawać, to jesteście w dobrym miejscu. Podpowiem Wam, jak spróbować się za to zabrać.

Kto odpowiada za przyjemność w seksie?

W naszej romantyczno-naiwnej kulturze miłość i spełnienie erotyczne to coś, co dzieje się samo, jeśli jesteście połówkami tego samego jabłka. Takie myślenie ma może swój początek w całej chemii zakochania, która sprawia, że jakaś część osób w pierwszych tygodniach relacji zachowuje się jak seks-maszyny. Seks dzieje się praktycznie sam, bo za pożądanie, które odczuwacie odpowiadają hormony i neuroprzekaźniki, którymi nie musicie świadomie sterować.

Na szczęście taki stan rzeczy nie trwa wiecznie. Na szczęście, bo przecież trzeba też jeść, myć zęby czy posprzątać rozsypany cukier, żeby się robaki nie zalęgły. Bez względu na to, czy doświadczyliście tego stanu, czy nie Wasza przyjemność seksualna nie zależy wyłącznie od umiejętności drugiej osoby. No i znowu – na szczęście! Dzięki temu wszystko jest w Waszych rękach.

Szczytować jak Meg Ryan

Być może pamiętacie „Kiedy Harry poznał Sally” i tę scenę, w której postać grana przez Meg Ryan pokazuje, jak wygląda udawany orgazm. Możecie naśladować dźwięki czy miny dochodzącej osoby, ale prawda jest taka, że nie da się zmarkować reakcji fizjologicznej ciała. Jasne, chyba niewiele osób tę reakcję sprawdza (i bardzo dobrze), niemniej jeśli chcielibyście wpuścić trochę autentyczności do sypialni, po prostu spróbujcie to zrobić.

Żeby mieć orgazm, dobrze jest wiedzieć, czemu mamy trudność w tym, żeby go osiągnąć. I w jaki sposób jesteśmy w ogóle w stanie dojść. Dlatego masturbacja jest zawsze dobrym pomysłem. Jeśli jednak nie chcesz się masturbować, sprawdź razem z drugą osobą, jaki dotyk i jakie aktywności erotyczne sprawiają Ci przyjemność. To nie będzie szybka sprawa. I najpewniej nie wystarczy jedna sesja. Od razu nastawcie się na co najmniej cały dzień w łóżku albo kilka powtórzeń.

Musicie też wiedzieć, że seks penetracyjny jest satysfakcjonujący tylko dla niewielkiej liczby kobiet. Jeśli nie próbowaliście dotąd zabaw z łechtaczką, to dobry pomysł, żeby teraz się nią zająć. Nie musisz przyznawać, jeśli nie chcesz, że wszystkie Twoje orgazmy od 1997 były udawane. Wystarczy, że powiesz „Słuchaj, a może moglibyśmy sprawdzić, jak to jest z tą łechtaczką. Jestem ciekawa, czy mi się spodoba.” 

Cyfrowy orgazm i terapia

Jeśli próbowaliście z łechtaczką, a i tak nie dochodzisz i udajesz, to znaczy, że musicie spróbować inaczej. Pamiętajcie o odpowiednim nawilżeniu, zmieniajcie sposób nacisku, rodzaj dotyku, tempo. Być może będziecie chcieli skorzystać z aplikacji pokazujących, jak różne kobiety dochodzą. Pomysł z apką jest o tyle dobry, że znowu nie musicie wyznawać całej prawdy. Wystarczy powiedzieć „Słyszałam o takiej aplikacji, może moglibyśmy razem potestować, co sprawdziłoby się u mnie?”  

Co odważniejsze osoby mogą zdecydować wyrzucić z siebie całą prawdę. „Wiesz co, udaję orgazmy podczas naszego seksu, robię to jakoś z przyzwyczajenia. Czy możemy o tym pogadać i jakoś temu zaradzić?” Otwartość i szczerość to ważne składowe każdej relacji. Co ważne, jako faceci też macie prawo do autentyczności w swojej relacji. Dlatego każdy z Was może w pewnym momencie powiedzieć „Do tej pory nie miałem łatwości w osiąganiu orgazmu, czy moglibyśmy coś z tym zrobić?”

W sytuacjach, kiedy doświadczenie przemocy czy kwestie zdrowotne nie pozwalają osiągnąć orgazmu wyznanie, że udajesz może również być bardzo pomocne. Może Was skłonić do szukania pomocy na zewnątrz np. w postaci psychoterapii seksuologicznej czy podjęcie leczenia innego, adekwatnego rodzaju.

Czy naprawdę chcę tego, czego chcę?

Bez względu na Waszą płeć czy przyczyny tych kłopotów warto zawsze przyjrzeć się sobie. Może powinniście zadać sobie pytanie, czy osoba, z którą jesteście jest osobą, z którą chcecie podjąć rozmowę o własnym orgazmie? Czy wcześniej doświadczaliście takich trudności, czy pojawiły się aktualnie? Czy potrzebujecie zająć się nimi teraz, czy na razie nie chcecie poświęcać temu czasu?

Nikt z nas nie ma obowiązku ani szczytować, ani zajmować się trudnościami w tym obszarze. Ważne, aby sprawdzać ze sobą, czy te kwestie budzą w nas smutek lub cierpienie. Tego rodzaju emocje mogą pokazywać, że jest to dla nasz ważny temat.

Trudności w rozmowie

Być może należycie do osób, które czują się niepewnie przy podejmowaniu tematów związanych z seksem. Spróbujcie napisać list lub przećwiczyć sobie Waszą wypowiedź przed lustrem. Nie musicie używać super poprawnego języka czy wyszukanego słownictwa. Najważniejsze jest to, co chcecie przekazać, nie to, w jaki zrobicie to sposób.

Jeśli pragniesz sprawiać przyjemnosć drugiej osobie, a usłyszysz od niej, że udawała orgazmy, naprawdę nie musisz brać tego do siebie. To nie Twój brak umiejętności tylko Wasza wspólna trudność komunikacyjna. Może ona mieć swoje źródło w milionach rzeczy, ale istotniejsze od poznania przyczyn jest uzmysłowienie jej sobie i decyzja, co z nią chcecie dalej zrobić. Również brak wiedzy może powodować trudności w osiąganiu satysfakcji erotycznej. Czytajcie dobre poradniki, szukajcie odpowiedzi w rzetelnych źródłach. 

PS. Takie orgazmy jest ten Meg Ryan mają miejsce najczęściej wyłącznie w flimach. Nie trzeba, choć jak najbardziej można, krzyczeć czy wyginać się jak klient czy klientka egzorcysty. Czasem ma się ochotę być głośno, śmiać się albo płakać, a czasem jest się cicho i każda z tych opcji jest tak samo okej.

Leave a Reply

Your email address will not be published.