Close
Do kogo należy ciało Twojego dziecka?

Do kogo należy ciało Twojego dziecka?

A co Twoi znajomi myślą na ten temat? Udostępnij u siebie
Share on Facebook
Facebook
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

Być może mieliście już okazję zobaczyć ten teledysk. Cynthia Nixon, aktorka grająca prawniczkę w serialu „Seks w wielkm mieście” recytuje w nim ten tekst.

Na temat samego klipu krążą już opinie, że marketing, purplewashing*, hipokryzja. Nie wnikam. Natomiast sam tekst wywołuje we mnie wściekłość. Doskonale podsumowuje to, w jaki sposób socjalizuje się dziewczynki do ich – stereotypowo postrzeganych – ról płciowych.

„Nie pokazuj kolan”

Skoro mnie czytacie, to wiecie, czym jest masturbacja albo ekshibicjonizm dziecięcy. A wiecie kto najczęściej zgłasza się z tym tematem do gabinetów seksuologicznych? Rodzice małych dziewczynek. Małych, czyli takich do 5, 6 roku życia.

Można by pomyśleć, że o, to ciekawe, czemu akurat dotyczy to dziewczynek? Już spieszę z odpowiedzią. Nie dotyczy.

Maaturbacja dziecięca, ekshibicjonizm dziecięcy, wszystkie te kwestie związane z seksualnością dziecięcą dotyczą wszystkich tak samo. Na tym m.in. polega nasz rozwój psychoseksualny. Wszyscy chcemy poznawać swoje ciała, wszyscy przeżywamy okres fascynacji nimi, wszyscy jesteśmy ciekawi, jak działamy i jak dokładnie wyglądamy. To normalne. To zdrowe. To nie ma związku z płcią.

A jednak z jakichś powodów to u dziewczynek częściej podejrzewa się jakieś nieprawidłowości w tym kontekście. W kontekście seksualności. Czasem mam poczucie, że niektórzy oczekiwaliby, że powinny się one rodzić z jakimś wbudowanym programem, który by im mówił, że „okej, ale zasłoń kolanka”.

Obawa, że „no ale przecież ktoś może zapukać, a ona tak na golasa” jest jedną z częstszych, jeśli chodzi o biegające po domu nagie dwulatki. Tak jakby bycie w ubraniu dwadzieścia cztery godziny na dobę miało pomóc w zachowaniu bezpieczeństwa. A przecież to nie ubranie jest gwarantem bezpieczeństwa.

I oczywiście, że jako rodzice mamy prawo decydować, że teraz w tej chwili jest pora bycia w ubraniach. Ale jest różnica pomiędzy „Kochanie, ubierz się, teraz jemy kolację, zobacz, wszyscy jesteśmy ubrani, kolację jemy w ubraniach” a „Ubierz się natychmiast, no kto to widział, żeby mała dziewczynka biegała na golasa, jeszcze ktoś Cię zobaczy, wstyd!”

Nie, dziewczynko, to żaden wstyd.

Seksualizacja dziewczynek

Przypisywanie dzieciom cech na podstawie ich wyglądu zewnętrznego oraz płci to przykład seksualizacji. I o ile dotyczy ona tak samo chłopców, to jednak dziewczynki trenuje się szczególnie do roli bycia ładną i miłą. Grzeczną. Kimś nieasertywnym, z kogo zadowoleni będą inni. O kim inni będą też decydować.

Co jakiś czas widzę zdjęcia zadowolonych ojców z córkami w bluzkach z napisami w stylu „Najpierw będziesz musiał pokonać mojego tatę”. Albo „Sorry, chłopcy, ale tata nie zgadza się na żadne randki”. Właścicielki tiszertów w różnym wieku – od pięciu do siedemnastu lat. Właściciele córek i ich ciał – rozbawieni panowie, którzy „przecież nie mają nic złego na myśli!” „To tylko taki żart!” „Trochę dystansu!”

No wiem, że to takie żarty. Mnie nie śmieszą.

Nie mam dystansu do bezmyślnej seksualizacji. I rozumiem, że większość przemocowych zachowań nie bierze się ze złych intencji. Ale jednak takie komedyjki to coś niewłaściwego na wielu poziomach. Raz, że zakładanie z góry, że dziecko jest hetero. Dwa, że rodzic podejmuje za nie decyzje w kwestiach dotyczących seksualności. Trzy, że sprowadza kwestię bycia dziewczynką, młodą kobietą do kwestii bycia własnością ojca. Cztery, że traktowanie seksualności dziecka jako czegoś co należy do rodzica/ opiekuna utrudnia poznawanie jej przez dziecko. A przecież to ono będzie z niej korzystać w dorosłym życiu. Podejmować decyzje na jej temat. Jak ma to zrobić skoro sorry, ale żadnych randek, a w ogóle to jaka miłość, jakie związki, jaki seks? „Po moim trupie!” (zgodnie z hasłem „Najpierw będziesz musiał pokonać mojego tatę”).

„Jestem dziewicą”

Najczęściej i dość regularnie dostaję dwa rodzaje wiadomości od kobiet. Po pierwsze, że nie miały jeszcze seksu. Że w domu straszono je ciążą i wciąż powtarzano, że kobieta ma trzymać nogi razem. Że nikt nie traktuje poważnie kobiet, które są „łatwe”. Że miarą tego, jaką jesteś kobietą jest „czystość”. A po drugie, że owszem, mają seks, nawet małżeński, nie że „z kimkolwiek”, ale nigdy nie doświadczyły orgazmu. Gdy pytam, jakie podejście do cielesności panowało w domu, okazuje się, że panował wszechobecny strach i wstyd. Nie można nic pokazywać, bo ktoś zobaczy. Nie można dotykać, bo to nieładnie. Nie można się ciałem cieszyć, bo nie ma z czego.

Kobiety te w rezultacie żyją dwadzieścia, trzydzieści, a nawet sześćdziesiąt lat w ciałach, których nie znają. W ciałach, które do nich nie należą. Należą do ich rodziców i opiekunów. Należą do innych osób, które decydowały i wciąż decydują o tym, jak należy się z tymi ciałami obchodzić.

A ja czuję złość. Bo ciała naszych dzieci nie należą do nas. Od momentu pojawienia się na świecie należą do nich samych. Naszym celem jest mądre towarzyszenie w poznawaniu tego ciała przez dziecko. W taki sposób, żeby je czuło i znało. Było w nim. Mogło się nim cieszyć.

Palec w pochwie i krew miesięczna

Poznawanie własnego ciała nie kończy się na przyglądaniu się sobie w lustrze. Nie jestem przekonana, czy w ogóle tam się zaczyna. Znajomość własnego ciała to znajomość jego funkcji.

Jak wiele dziewcząt i kobiet zna budowę swojego sromu? I nie mówię o znajomości ilustracji w podręczniku do biologii czy zamartwianiu się, że wargi sromowe są na długie. Mówię o posługiwaniu się własną łechtaczką. Dotykaniu wejścia do pochwy. Włożeniu palca do pochwy, żeby sprawdzić, jaka ta pochwa jest. Albo żeby wyczuć szyjkę macicy. Mówię o krwi menstruacyjnej na palach. Przyglądaniu się jej. Wąchaniu. Smakowaniu.

Każdy z nas grzebał w nosie jak był mały. W uszach. Szperał w zębach. Między palcami u stóp. Za paznokciami. Które dziecko nie pocierało nigdy oczu, nie próbowało jak smakują łzy, nie próbowało wyrywać rzęs? Czemu dotykanie wulwy, wąchanie jej wydzielin miałoby być czymś innym?

Jeśli w dorosłej osobie nie ma gotowości na takie poznawanie siebie, nie ma obowiązku tego robić. Zinternalizowanej niechęci do własnego ciała i jego wydzielin nie da się tak po prostu z siebie wyrzucić. Takiej niechęci nie można ignorować, wyśmiewać, pomijać. Nie ma potrzeby zmuszać się do czegokolwiek albo udawać, że nie ma się trudności z byciem w kontakcie ze swoim ciałem.

Natomiast to właśnie pokazuje, jak odbiera się nam nasze własne ciała. Jak wdrukowuje się lęk przed nimi, niechęć, uczucie dyskomfortu. Przekonanie, że naturalny, zdrowy zapach wulwy jest obrzydliwy, że owłosienie łonowe jest niehigieniczne, że kolor warg sromowych jest brzydki, a sama ich wielkość do zmiany.

Motylki w brzuchu

Inny bardzo ważny aspekt odbierania kobietom ich własnych ciał wiąże się z pożądaniem. Do dzisiaj w seksuologii powtarza się, że dziewczynki to przede wszystkim się zakochują. Nie odczuwają pożądania tak jak chłopcy.

W związku z czym dużej części kobiet trudno jest zauważyć i nazwać swoją potrzebę seksu. To, co czują określa się mianem motylków w brzuchu i przypisuje zakochaniu. Romantycznym, niewinnym uczuciom.

A przecież motylki w brzuchu to nic innego jak reakcja organizmu na podniecenie. Właśnie tak może się objawiać podniecenie – uczucie ciepła, mrowienie, łaskotanie, uczucie lekkości albo przepełnienia. Miękkie nogi. Chłopcy wraz z mimowolnymi erekcjami w okresie dojrzewania, nocnymi polucjami, łatwiej dostępną masturbacją szybko się uczą, jak objawia się u nich podniecenie.

Dziewczynce z ciałem, które ma być grzeczne, posłuszne, zakryte kolana, trudno utożsamiać reakcje organizmu na pożądanie z pożądaniem właśnie. W związku z czym motylki w brzuchu infantylizują, ale też zakrywają podniecenie, które też może pojawiać się spontanicznie.

Takie tłamszenie seksualności utrudnia naukę tego, co jest przyjemne. A potem – korzystanie z tej nauki w dorosłym życiu.

Czyje jest ciało?

Jako dorośli często podejmujemy decyzje za dzieci. To dość oczywiste. Szczególnie w kwestiach, kiedy ważne jest bezpieczeństwo życia i zdrowia – przyjmowanie leków, sposób przechodzenia przez jezdnię itp.

Jednak często robimy to też wtedy, kiedy to nie my powinniśmy o tym decydować. Bo za każdym razem, gdy mówimy dziecku, jak ma korzystać z własnego ciała, w jakich warunkach, na jakich zasadach, odbieramy mu to ciało. Kiedy ma się załatwiać. Kiedy i ile jeść. Jak wchodzić po drabince. I jak zjeżdżać ze zjeżdżalni. Kiedy spać. W jaki sposób ma siedzieć.

Przykładów odbierania ciał dziewczynkom i kobietom jest cała masa. Bardzo dużą ich część możecie usłyszeć w filmie zalinkowanym na początku tego tekstu.

Pozwólmy dzieciom decydować o sobie. W granicach norm społecznych. W zgodzie z naszymi granicami. Ale bez niepotrzebnego ograniczania i demonizowania rzeczy, które demoniczne nie są. Jeśli w ramach nauczania o seksualności używać będziemy strachu, w jaki sposób dziecko pozbędzie się tego strachu w dorosłym życiu? Kiedy już z tej seksualności będzie mogło korzystać na własnych zasadach? Dlaczego ma się bać własnego ciała? Dlaczego ma mu nie ufać?

*Purplewashing to zabieg pozwalający np. markom promować się poprzez odwoływanie do idei równości płciowej.

Zdjęcie: unsplash.com

5 thoughts on “Do kogo należy ciało Twojego dziecka?

  1. Masz jakieś rady dla osoby która miała takie doświadczenia w dzieciństwie? Wiadomo, że nic nie zastąpi terapii ale nie mam możliwości w najbliższym czasie jej podjąć. Może masz wskazówkę jak poczuć się bardziej w swoim ciele?

    1. Wiem, że to nie było pytanie do mnie, ale miałam ten sam problem i sama sobie z nim poradziłam. Dużo czytałam na tematy związane z seksem, np. prawdziwą kamasutrę, blogi tematyczne, “Sztukę kochania”. Oglądałam filmy porno, jakie trafiały w mój gust, masturbowałam się przed lustrem, zaczęłam spać nago, chodzić nago po domu.

    2. Aga, koniecznie przeczytaj “Ona ma siłę” Emily Nagoski. Jest m.in. o tym jak radzić sobie ze wstydem i własnie wychowawczymi czy kulturowymi obciążeniami dotyczącymi seksualności. Naprawdę zmienia postrzeganie siebie i swojego ciała.

  2. Hej, brakowalo mi tego by moj ojciec wlasnie kupil mi taka koszulke, nie doslownie, ale by np. Porozmawial z moim pierwszym chlopakiem (mialam14a chlopak16lat) by powiedzial, zeby chociaz dbal o mnie, nie skrzywdzil mnie?a mojemu tacie bylo to obojetne. Chlopak ten chcial jednego… a ja glupia naiwna, mloda. Nie zgadzam sie calkiem z artykulem wiec. Moim zdaniem dziecko potrzebuje rozmawiac z rodzicem, a nie tylko i wylaczcie dziecka cialo i koniec, to prowadzi do masakry, dzieci chca zmienic plec chca uprawiac seks szybko. Seks jest dla dojrzalych osob kochajacych sie, nie dla dzieci… a do tego dazy to.

    1. Chyba całkowicie nie zrozumiałaś artykułu i jaki ma przekaz. Mowa tu właśnie o uczeniu dzieci świadomość i tego ze sex i seksualność to nic złego. A dziecko, które dorasta w otwartości a nie wstydzie jest świadome i dużo lepiej podejmuje decyzje kiedy i z kim chce uprawiać sex.

Leave a Reply

Your email address will not be published.