Close
Dlaczego wciąż nie straciłam dziewictwa?

Dlaczego wciąż nie straciłam dziewictwa?

A co Twoi znajomi myślą na ten temat? Udostępnij u siebie
Share on Facebook
Facebook
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

Słownictwo jakim posługujemy się w temacie pierwszego w życiu seksu (kobiet szczególnie) obejmuje przede wszystkim takie słowa czy zwroty jak „stracić”, „przerwać”, „oddać”. Nie bardzo jest natomiast mowa o zyskiwaniu (nowego doświadczenia), uczeniu się, poznawaniu, poszukiwaniu czy eksplorowaniu. A przecież tego dotyczy pierwszy w życiu seks. I każdy kolejny. Nie tracisz niczego, nie zużywasz się i nie stajesz się kimś całkowicie innym. Zyskujesz nową wiedzę na temat siebie, a właściwie to rozpoczynasz niekończącą się naukę w temacie aktywności seksualnej, relacji, potrzeb czy pragnień. 

Wrota do zamku

Łacińskie hymen, czyli tzw. błona dziewicza to bardzo ciekawa część ciała. Jako nastolatka byłam przekonana, że jest jak wrota strzegące wejścia do zamku. Czułam się obciążona wizją forsowania tych obwarowań, a niewiedza na temat tego, jak się przygotować do pierwszego seksu potęgowała lęki. Chyba w żadnym momencie w szkole nie powiedziano nam, na czym polega posiadanie wieńca pochwy (czyli tzw. błony dziewiczej), a słownictwo, o którym wspomniałam wcześniej nie ułatwiało bardziej otwartego patrzenia na ten temat.

Cała koncepcja mówienia o wieńcu pochwy jako błonie dziewiczej jest totalnie niewłaściwa, biorąc pod uwagę, że ten fałd skóry nie ma znaczenia w kontekście inicjacji seksualnej. Dziewictwo jest pewnego rodzaju ideą, nie jest natomiast cechą anatomiczną człowieka. Fałd śluzówki w przedsionku pochwy jest rozciągliwy i seks nie wiąże się z przerywaniem czegokolwiek. Tak naprawdę chodzi o rozciąganie. Zdarza się, że hymen po seksie wraca na poprzednie miejsce albo rozciąga się na długo wcześniej zanim dojdzie do penetracji. Nawet kobiety, które rodziły wciąż mogą mieć pozostałości błony. Sytuacja, w której ta fałdka w cipce rzeczywiście przesłania całe wejście do pochwy wymaga interwencji chirurgicznej, ponieważ w takim wypadku uniemożliwiony jest wypływ krwi miesięcznej. Taka budowa jest zauważana zwykle tuż po narodzeniu. Tak czy siak wieniec pochwy tak realnie nie ma nic wspólnego z seksem, a tak właściwie to z pierwszym seksem waginalno-genitalnym. 

Ma natomiast dużo wspólnego z mitami, które wokół niego narosły i według których jest ważnym wyznacznikiem cnoty i właściwego prowadzenia się. Czemu to szkodliwe? Bo napawa lękiem przed pierwszą penetracją, odciąga uwagę od innych form aktywności seksualnych oraz deprecjonuje przeżywanie seksualności osób, które nie decydują się na penetrację. 

Zawsze dziewica

Każdy z nas ma jakieś przekonania na temat dziewictwa. Myślę, że dla większości wiąże się ono z inicjają seksualną, co z kolei idzie w parze właśnie z penetracją. No więc co w takim razie z seksem oralnym? Analnym? Co z seksem dwóch kobiet, które nie decydują się na korzystanie z wibratora czy dilda? Czy to nie jest „prawdziwy” seks? Czy czerpiąc przyjemność z takich form aktywności seksualnej wciąż jest się wtedy przed inicjacją seksualnym? Jeśli wiążemy ją wyłącznie z penetracją i seksem genitalno-waginalnym, to co tak naprawdę mówi to o naszym podejściu do seksualności? Na czym polega relacja z drugim człowiekiem? Z czym wiąże się wtedy budowanie intymności?

Mam problem z takim podejściem do seksualności szczególnie kobiet, bo właściwie tylko w ich kontekście mówi się o inicjacji seksualnej jako o traceniu jakiejś części siebie, o oddawaniu siebie. Jasne, w Waszej osobistej narracji związkowej oddawanie się sobie może nieźle nakręcać i podniecać. Jednak w społecznym ogólnym odbiorze takie postrzeganie tzw. pierwszego razu stawia kobiety w pozycji osób, które nie mogą cieszyć się seksem i go przeżywać na swój sposób, a mają służyć nie swojej przyjemności. W moim odczuciu jest to rodzaj uprzedmiotowienia. 

Inna rzecz, która nie odpowiada mi w tym podejściu to heteronormatywność. Skupianie rozmów o seksualności wokół dziewictwa sprawia, że żadne inne formy aktywności seksualnych nie są traktowane poważnie. Ślub, zakrwawione prześcieradło i najlepiej od razu ciąża. Tak jakby w seksie nie było miejsca na przeżywanie radości, poznawanie siebie, poznawanie drugiej osoby, wymianę energii i tysiąc innych rzeczy ważnych dla danej osoby czy danej relacji. Tak jakby seks nie był jednym ze sposobów na zbliżenie się do innego człowieka. 

Teraz już umiesz

Inicjacja seksualna nie kończy edukacji na temat seksualności. Jest właściwie jednym z wielu przystanków na tej drodze, a jeśli chodzi o samą aktywność seksualną czy poznawanie tego, co lubimy w seksie to jednym z pierwszych. Mówienie o traceniu dziewictwa jako jednym i skończonym punktem na tej trasie mija się z celem.

Używanie słowa „tracić” w tym kontekście dodatkowo wpycha w poczucie winy. Konotacje z traceniem niewinności są bardzo silne, a przecież w seksie nie chodzi o to, że stajemy się czemuś winni albo źli. Po rozpoczęciu życia seksualnego nie stajemy się kimś gorszym czy ułomnym (co może sugerować słowo „tracić” w sformułowaniu „tracić dziewictwo”). 

Dlatego nie wiem jak Wy, ale ja niczego nigdy nie straciłam, jeśli chodzi o moją seksualność. Uczę się, doświadczam, przeżywam. Ale nie tracę. I marzy mi się przeniesienie ciężaru dyskusji z tej części o poczuciu wstydu na taką część o ciekawości i radości. To normalne, jeśli odczuwamy niepokój przed pierwszym seksem – w końcu wszystko co nowe może napawać lękiem. Nie podsycajmy go jednak niepotrzebnie.

Zmiana języka, jakiego używamy mówiąc o inicjacji seksualnej to jeden z ważniejszych kroków w normalizowaniu tego tematu. Postuluję posługiwanie się takimi zwrotami jak „wieniec pochwy”, „hymen” czy chociażby „błona u wejścia do pochwy”. Jesteśmy wszyscy osobami z doświadczeniami w obszarze seksu, przed takimi doświadczeniami i bez takich doświadczeń. I w taki sposób o sobie mówmy. A jeśli wydaje się Wam to śmieszne, żeby zmieniać nagle terminologię używaną przecież w podręcznikach anatomii, to zajrzyjcie tutaj.

Leave a Reply

Your email address will not be published.