Close

„Nowe wychowanie seksualne”

Jeśli chcecie przeczytać tylko jedną książkę na temat rodzicielstwa, to niech to będzie „Nowe wychowanie seksualne”. Poważnie. W mojej ocenie jest to doskonały podręcznik empatii i rodzicielstwa bliskości. Jeśli myślicie, że jest to „kolejna pozycja” o edukacji seksualnej i ileż można o tym mówić, to nie. Jest to książka o przyglądaniu się sobie i towarzyszeniu dziecku w drodze ku dorosłości.

Fakty i nieprawdy
Starsze książki o seksualności dzieci, które gdzieś tam można poczytać w bibliotece czy dostać w antykwariacie są mieszanką naukowych faktów i szkodliwych stereotypów. W związku z czym ciężko odróżnić co w nich jest wartościowe, a co szkodliwe. Dzieci to istoty seksualne – fakt. Dziewczęta w okresie dojrzewania marzą o miłości, chłopcy o seksie – nieprawda. Dziecko potrzebuje przede wszystkim troskliwego opiekuna – fakt. Dziecko musi obserwować mamę i tatę, żeby nauczyć się tzw. ról społecznych – nieprawda. Masturbacja dziecięca jest rozwojowa – fakt. Masturbacja prowadzi do uzależnienia – nieprawda. Takich przykładów jest cała masa. Stein pokazuje dobitnie co jest prawdą, a co fałszem, opierając się przy tym na nowych badaniach i bogatej literaturze przedmotu.

Seksualność dziecka nie jest niczym gorszącym czy złym. Bywa trudna do zrozumienia z powodu interpretacji, które zdarza nam się przypisywać jako dorosłym ludziom. Młody człowiek uczy się siebie, ludzi i świata. Uczy się stawiać granice i respektować granice innych. Poznaje własne ciało, które służy doświadczaniu życia. Zainteresowanie genitaliami, pytania o seks, tzw. dziecięce zabawy erotyczne, przebieranie się w ubrania płci przeciwnej to wszystko są naturalne i normalne etapy rozwoju, dzięki którym dziecko chłonie wiedzę.

Podążanie za dzieckiem
Rodzicielstwo coraz częściej jest rozumiane jako podążanie za dzieckiem, a nie trenowanie go. Pamiętam jak w szkole rodzenia położna zapewniała nas, że jak będziemy obserwować dziecko i iść za tym, co widzimy, to będziemy naturalnie wspierać jego czy jej rozwój. Żadnych treningów snu czy czystości. Przyglądanie się sygnałom. To nie jest łatwe, bo wiąże się m.in. z oddaniem kontroli. To nie moja decyzja, że moje dziecko odpieluchuje się w te wakacje nad morzem, to ono będzie wysyłać mi sygnały, że okej, już jest ten moment. To nie ja powiem, że od dzisiaj ma zjadać miskę zupy, to ono da mi znać, że jest gotowe na rozszerzenie diety. Agnieszka Stein pokazuje, jak być blisko własnego dziecka. Jak je obserwować i czytać jego potrzeby.

Seksualność człowieka
Według deefinicji WHO seksulność człowieka to cała konstelacja cech, które dotyczą ciała, psychiki, emocji. Seksualność ma każdy, również dzieci. Wchodzenie w relacje, budowanie ich, szukanie kontaktu z drugim człowiekiem to nic innego, jak wykorzystanie seksualności w praktyce. Książka Stein w bardzo mądry i wyważony sposób pokazuje, że do zajmowania się dzieckiem nie potrzebujemy całej armii stereotypów, według których mama nosi sukienki, a tata ma wąsy. Potrzebujemy być autentyczni i możliwie zgodni sami ze sobą. I oczywiście, że nie jest to proste w realizacji, ale dzięki tej pozycji na pewno będziesz wiedzieć, jak w sobie tych przymiotów szukać.

I ponownie – edukacja seksualna to nie tylko nauka o tym, jak zakładać prezerwatywę. Owszem to tez ważna wiedza i większość dzieci wcześniej czy później będzie jej potrzebować. Ale edukowanie w kwestii seksualności to wspieranie kultury seksualnej człowieka. Nauka czytania emocji, odnajdowanie się w relacjach z innymi, przyglądanie się własnemu ciału i słuchanie jego potrzeb. Jeśli chcesz zrozumieć siebie, swoje podejście do seksu, ciała, związków koniecznie przeczytaj tę książkę.

Język
Ogromne wrażenie robi na mnie język Stein. Jest pełen empatii i uważności na wszelkiego rodzaju niestereotypowe i nietypowe sytuacje. Osoba, która sama wychowuje dziecko jest u niej samodzielnym rodzicem, nie samotnym. Rodzice są opiekunami czy osobami sprawującymi opiekę, a nie wyłącznie mamą i tatą. Jeśli szukaliście w spisie treści rozdziału dotyczącego homoseksualności, to go tam nie znajdziecie, bo u Stein nie jest to kwestia, którą należy podjąć na boku innych tematów. Nie, jest naturalnie obok innych orientacji i w sposób maksymalnie inkluzywny pojawia się jako część całości, a nie margines.

Książka dla wszystkich
Moją jedyną obawą podczas lektury było to, że osoby, które nie są zainteresowane seksualnością albo takie, które bardzo tkwią w stereotypach być może nie będą chciały do niej zajrzeć. Nie jest to rzecz jasna zarzut do samej książki. Raczej lęk, że mogłaby nie trafić pod strzechy, tak jak powinna. Bo nie chodzi o to, że jest niezrozumiała czy, nie wiem, zbyt odważna. Nie jest zbyt odważna, to znaczy, że jest zwyczajnie prawdziwa i opisuje fakty. Nie jest też trudna w odbiorze, bo Stein używa jasnego i zrozumiałego języka. Po prostu jest całe lata świetlne od tego, do czego byliśmy przyzwyczajani przez media do tej pory – ideologicznego wychowania do życia w rodzinie czy źle rozumianej edukacji seksualnej.

Pomimo tej obawy wierzę, że książka Stein pojawiła się w odpowiednim czasie i wpłynie na rewolucje seksualne w głowie i sercu każdego, kto miał kiedykolwiek jakąkolwiek trudność ze zrozumieniem seksualności swojej i innych.

I jestem przeszczęśliwa, że moja córka będzie należeć do pokolenia osób na niej wychowanych.

Leave a Reply

Your email address will not be published.