Close

Lekcja edukacji seksualnej

A co Twoi znajomi myślą na ten temat? Udostępnij u siebie
Share on Facebook
Facebook
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

Po pierwszym odcinku „Sex education” pomyślałam sobie „Aha, tak, na pewno. W życiu nie uwierzę, że nastolatki tak sobie mają seks z każdym wszędzie i na różne możliwe sposoby.” Pokazywanie świata, w którym wszyscy mają każdy rodzaj seksu jest zwyczajnie opresyjne. Powiela to jakieś mityczne przekonanie, że nastolatki to seks-maszyny. Jak mi się tu zbierze sto tysięcy polskich nastolatków i każdy jak jeden mąż napisze „Ej, ale proszę pani, ja mam taki seks codziennie naprawdę” to może uwierzę. Choć nawet wtedy jednak nie.

Statystyki

Poszukałam statystyk dotyczących nastoletniego seksu. No bo wiek inicjacji to jedno, ale liczby dotyczące regularnego seksu, to zupełnie inna sprawa. Raport amerykańskiego Centrum ds. zapobiegania i kontroli chorób podał w 2017 roku, że 28,7% uczniów w wieku od 15 do 19 lat jest aktywnych seksualnie. Uczniowie, którzy mieli czterech i więcej partnerów seksualnych/ partnerek seksualnych stanowili 9,7% badanych. Liczby te są odpowiednio o 8.3% i 5.2% mniejsze w porównaniu z z rokiem 2007. Z badań brytyjskiej organizacji zajmującej się prawami reprodukcyjnymi wynika, że odsetek aktywnych seksualnie nastolatków wynosi z kolei 30%. Takich danych znalazłam dużo więcej. Wszędzie liczby były dość podobne przy jednoczesnej informacji, że są niższe niż w latach poprzednich. 

A jednak „Sex education” pokazuje, że oto dla każdego angielskiego nastolatka seks, podczas którego przerabiane są wszystkie pozycje „Kamasutry” to jak poklepanie się po plecach na przerwie. Strasznie prosta sprawa. No i miałam już nie oglądać więcej, ale na szczęście – obejrzałam.

Lekcja edukacji seksualnej

Szczególnie obawiałam się reakcji konserwatywnego widza, który ważne lekcje dotyczące np. akceptacji połączy sobie z wyimaginowanym intensywnym życiem erotycznym młodzieży i zrzuci to na karb właśnie „szkodliwej” edukacji seksualnej. Niby nie mój problem. Ale jednak. No bo takie lekcje to nauka nie tylko o seksie, ale ogólnie o seksualności. Więc ta scena, kiedy podczas zajęć edukacji seksualnej nauczyciel rozrzuca sztuczne penisy i prezerwatywy. i mówi uczniom, że wiedzą co mają robić może być odebrana mocno na opak.

No bo wiecie, o co chodzi z tą edukacją seksualną nastolatków? Nie chodzi o to, żeby powiedzieć „Ej, idźcie teraz i miejcie seks.” Nie. Chodzi o to, żeby ich nauczyć, jak ten seks mieć. Od kwestii związanych z nawiązywaniem relacji, nazywaniem uczuć, respektowaniem swoich i cudzych granic, nauczeniem się, co to jest świadoma i entuzjastyczna zgoda, przez wiedzę dotyczącą anatomii, fizjologii, zagrożeń czy chorób po technikalia, czyli zakładanie prezerwatywy czy przekazanie informacji, jaka pozycja podczas pierwszej penetracji jest najwygodniejsza. No bo nie, pozycje z porno bywają trudne nawet dla osób doświadczonych seksualnie. I nie, seks waginalno-genitalny nie jest jednym możliwym i jedynie prawdziwym rodzajem seksu. Przekazanie informacji, że seks powinien być i może być źródłem przyjemności jest ważniejsze niż straszenie seksem. Bo seks sam w sobie nie jest zły. Nastolatki tego wszystkiego nie wiedzą. Muszą się tego nauczyć. Tak samo jak dwulatek nie wie, że to, co czuje, kiedy mama próbuje mu wcisnąć na stopę skarpetę, podczas kiedy on miał właśnie pościckać kota, to się nazywa złość. To, że rozmnażamy się w taki, a nie inny sposób i teoretycznie wszyscy zostaliśmy do tego stworzeni nie oznacza z marszu, że wszyscy wiemy i umiemy ten seks mieć.

Po pierwszym odcinku uznałam, że „Sex education” trywializuje i ten rodzaj edukacji, i sam seks.

Lek na lęki

Okazało się jednak, że jedynym lekiem na ewentualne lęki konserwatywnego widza jest obejrzenie wszystkich odcinków. Bo dopiero całość jest taką lekcją, jaką wszyscy powinniśmy odebrać na odpowiednim etapie życia.

Świadoma entuzjastyczna zgoda, przyjęcie i uszanowanie czyjegoś „nie”, zdrowe i racjonalne podejście do miłości, umiejętność komunikowania własnych uczuć, emocji, potrzeb, role płciowe i stereotypy z nimi związane to tylko kilka przykładów wątków poruszanych w serialu. W moim odczuciu wszystkie te tematy wciąż mocno kuleją w dzisiejszym świecie.

Pamiętacie „Seks w wielkim mieście”? Rewolucja seksualna kobiet miała w nim polegać na tym, że oto kobieta ma seks tak, jak stereotypowy facet – zawsze i wszędzie, koniecznie z orgazmem. Nikt jednak wtedy nie pomyślał, że właściwie nie to powinno być sednem tej rewolucji. Bardziej chodzi o to, żeby każdy miał taki seks, jaki chce lub żeby nie miał żadnego, jeśli żadnego nie chce. Bez presji i przekonań, że powinno być tak, a nie inaczej. Bo nie istnieje scenariusz, który mówi, jak być powinno. Poza koniecznością komunikacji i uzyskania zgody, rzecz jasna. To dlatego w „Sex eduaction” matka głównego bohatera, seksuolożka grana przez Gillian Anderson, myli się opisując jednego ze swoich kochanków jako ogiera nieustającego w podbojach erotycznych. „Jesteś pierwszą kobietą, z którą przespałem się od czasu śmierci żony” mówi jej podczas jednego ze spotkań. Nie dlatego, że jest święty. Nie dlatego, że taki powinien być mężczyzna. Moim zdaniem, zwyczajnie dlatego, że akurat on tak ma. I są osoby, które będą mieć tak, jak on i takie, które będą mieć nie tak, jak on oraz takie, które będą mieć jeszcze inaczej. A wszystko sprowadza się do tego, że każdy z nas może mieć tak, jak mu akurat odpowiada. Bez przekraczania niczyich granic („Skoro odmówiła, to znasz odpowiedź. Odpowiedź brzmi – nie. Romantyczne gesty są ok. To niestosowne zabiegać o dziewczynę, która jest niezainteresowana. Nie znaczy nie.” mówi główny bohater chłopcu zakochanemu bez wzajemności.)

I właśnie tak odbieram ten serial. Jako lekcję na temat tego, że każdy z nas jest inny, a kluczem do zrozumienia jest rozmowa, zrozumienie i akceptacja. I chyba taka myśl wyniesiona z lekcji edukacji seksualnej oznacza, że to była dobrze przygotowana lekcja.

„To nie jest wyścig”

Nieskrępowanie seksualne nastolatków to mit. Seks wcale nie jest taki od razu prosty. Poza tym – cytując głównego bohatera w rozmowie na temat inicjacji – to nie jest wyścig.

Dlatego nie bądźcie tacy pewni, że „no tak, ta dzisiejsza młodzież to tak właśnie robi” albo że „za moich czasów tak nie było” i obejrzyjcie „Sex education” z otwartą głową i nadzieją, że w końcu się nauczymy i w ten seks, i w edukację seksualną.

2 thoughts on “Lekcja edukacji seksualnej

  1. Też nie byłam z początku przekonana do tego serialu, jednak po obejrzeniu dwóch odcinków przełamałam się. Serial daje dużo do myślenia i otwiera umysł.

Leave a Reply

Your email address will not be published.